środa, 2 grudnia 2009

Kombajn Do Zbierania Kur Po Wioskach


No i stało się... Nie sądziłem że nadejdzie taki moment kiedy będę pisał o sprawach nie tylko aktualnych ale też o tych które gdzieś tam kiedyś jakoś po coś sobie były, a mają charakterystyczny wpływ na to co jest!
A mianowicie chciałbym napisać o czymś co zawsze podskórnie siedziało mi na karku i pomiędzy kręgami kręgosłupa. Mowa o zawsze fenomenalnym i zawsze oddziałującym dobitnie przekazie Panów z Kombajnu. A ściślej Panów z kapeli której zagorzałym fanem pozostałem od chwili usłyszenia pierwszych ich dźwięków. Kombajn do zbierania kur po wioskach - pod tym dźwięcznym, powierzchniowo skomplikowanym i zawiłym tytułem kryje się wnętrze ludzi bardzo popierdolonych. Popierdolonych w najbardziej pozytywnym wymiarze tego słowa. Teksty, muzyka i ogrom emocji jaki można doświadczyć dzięki usługom tych chłopaków to coś czego opisać nie będę w stanie, aczkolwiek spróbuje. Choć wszelkie próby będą tu i tak niewystarczające, niesycące i nieadekwatne do talentu Kombajnu to jednak warto o takich zespołach mówić, jeśli nie krzyczeć!
Tak oto i jest grupa ciekawych ludzi którzy zaczęli swoją przygodę w psychiatryku, na odwykowej terapii która zaczęła się początkiem całej przygody. Jak to mój imiennik Marcin Zagański (wokalista KDZKPW) powiedział w jednym z wywiadów: "ideała była taka aby zamienić niektóre substancje chemiczne na dźwięki". I chyba był to najtrafniejszy krok w życiu Marcina i całej załogi Kombajnu, gdyż dla wielu osób poszukujących emocji w muzyce przejawiających swój udział w tej dziedzinie sztuki w sposób bierny to nie była "jakaś tam płyta", albo "jakieś doznanie". Ja sam osobiście słysząc pierwszy raz słynne "POŁĄCZENIA" sam zamknięty w pokoju z tą przestrzenią dzikich dźwięków miałem ochotę fruwać,krzyczeć, płakać, bić przytulać, być ścianą podłogą i jednocześnie przestrzenią pomiędzy każdym atomem pierdolonego gipsu pomiędzy tymi elementami! To było doznanie które mógłbym porównać (a raczej tylko wyobrażać sobie) z stanem gdyby w moich żyłach zamiast krwi przetaczała się nadludzka dawka heroiny, ecstasy, LSD, amfetaminy i wszelkiej maści gówna dostępnego na rynku dilerskim! To było po prostu odejście od zmysłów!!!! Końce palców ledwo powstrzymywane przez resztę ciała wybijały...
przenamiętny rytm perkusji a głowa wirowała gdzieś między dobitnym basem, gitarą i słowotokiem słów wokalisty. A ów słowotok to jeden z najważniejszych elementów artystycznego przekazu zespołu - bardzo dziś rzadkiego, porównując go z całą lawiną młodych kapel bez namysłu udających angielskie IndieCharts'y.

Liryczny ewenement Kombajnu opiera się na idei (tu znów cytat) "dawania słuchaczowi składników z których sam może wykonać sobie posiłek dla ducha - taką zupę...". Każdy słuchacz może dopatrzeć się swoich indywidualnych interpretacji, poszukiwać opisów emocji na tyle niejednoznacznych, ze często niezrozumiałych bądź nie osiągalnych dla umysłu przez zwykłe, prozaiczne tabu! Nikt nie ma na tyle jaj i na tyle nie jest oświecony aby mówić głośno o swoich intymnych myślach związanych z miłością, śmiercią, nienawiścią, seksualnością, wadliwością swego własnego sumienia itp. Ci goście mają te jaja! I chwała im za to! Nawet jeżeli nigdy nie słuchało ich milion fanów, nawet jeżeli nigdy nie osiągną sukcesu medialnego na miarę Feel'a to jednego jestem pewien. Ta cała ich "zupa" i te nadludzkie, boskie składniki niejednemu człowiekowi dały do myślenia i tworzyły pokarm niezbędny do funkcjonowania każdemu kto chociaż trochę stara się zrozumieć coś więcej niż to co wygrzebie z papki telewizji i rozgłośni komercyjnych. Chyba każdemu zdrowa zupa zrobi lepiej niż kawał śmierdzącego gównem i banałem kiślu. Za to żarełko, świetną przepoję w postaci ostatniego projektu "materac" i miejmy nadzieję jak największej ilości przystawek i deserów DZIĘKI!
Gdziekolwiek jesteście róbcie swoje, w swoim smaku i guście! Oby Wam i waszym potomkom żyło się syto drogi Kombajnie!
Z wyrazami szacunku i z pokłonem do gleby...
Wierny słuchacz - Hugo

PS. Mamo, Tato ja chcę Kombajn!
PS.2. Jak zrobię kiedyś coś co chociaż w 40% będzie zbieżne z fenomenem Kombajnu, to dajcie mi Gyros, kolę i fajkę. Zjem, zapije, zapalę i mogę umrzeć spełniony!

1 odpowiedzi:

RLadda pisze...

dzisiaj znalazłem


bardzo ciekawy wywód (chyba najciekawszy jaki dotąd spotkałem o KDZKPW)... jestem tylko ciekaw co jest w tejże "zupie" takiego, że nie wszyscy doceniają jej smak. może za tak barwną i schematycznie niepoprawną muzyką po prostu typowi zjadacze chleba nie nadążają? Wydawać by się mogło że fenomen tego zespołu zrozumieć mogą tylko osoby naćpane ( co nie znaczy że ćpający )jak sam sprawnie ująłeś "kawałem śmierdzącego gównem i banałem kiślu"... Kiedy pierwszy raz usłyszałem paletę barw Kombajnu nie wiedziałem czy kiedykolwiek jeszcze wrócę do świata, który widziałem przed "Lewą stroną literki eM" dziś już wiem, że drugiego zespołu tak wprowadzającego w melancholię, depresję, zakłopotanie, wywołującego dreszcze całego ciała wewnętrznie i powierzchownie nigdy nie będzie.. a z KDZKPW utożsamiłem swoje własne życie.. po kilku latach,kiedy to nadal Chłopcy z dynamitu są ze mną muszę stwierdzić, że uzależniają tak samo jak "nadludzka dawka heroiny, ecstasy, LSD, amfetaminy i wszelkiej maści gówna dostępnego na rynku dilerskim" a odlot dzięki tej muzyce jest lepszy niż seks, papieros, piwo, Playstation i garść używek razem wzięta..

Pozdrawiam
trzeźwy i nie naćpany wierny fan Kombajnu który daną muzykę traktuje jak narkotyk.

ps. najpiękniejsza chwila mojego życia - Koncert w Uchu 7.01.2010r...

Prześlij komentarz